• Wpisów: 10
  • Średnio co: 127 dni
  • Ostatni wpis: 3 lata temu, 17:16
  • Licznik odwiedzin: 7 739 / 1407 dni
 
emily1213
 
Byłyśmy nierozłączne, kiedy tak siedziałam koło jej pomnika i wspominałam nasze najlepsze odpały zjawił się.... Bartek. Własnym oczom nie mogłam uwierzyć. On przyszedł do niej. Czyli nie wie, że to przez niego. Muszę mu to powiedzieć.
- Co ty tutaj robisz Bartek?
- Chciałem przyjść na grób Oli, bo dowiedziałem się, że nie żyje.
Trochę smutno mi się go zrobiło. Wróć - nie zamierzam się nad nim litować.
- Po 2 miesiącach dowiedziałeś się, że nie żyje?! – Byłam zbulwersowana tą wiadomością
- 2 miesiące temu zmarła? Nie wiedziałem…
- To teraz wiesz. Coś jeszcze?
- Noo chcę jej złożyć kwiaty. W ogóle czemu taka jesteś do mnie oschła?
- Bo… - Kurde teraz się załamałam. Czemu mnie poczucie winy zżera?
- Bo?
Klara weź się w garść. Masz mu powiedzieć to i koniec kropka. Fakt, obiecałaś Olce, że nikomu nie powiesz, no ale ona się zabiła i to jeszcze przez – NIEGO! On musi wiedzieć. W końcu to przez niego.
- To przez Ciebie to zrobiła. Rozumiesz !! Pocięła cię przez CIEBIE! Opowiadała mi to, co jej robiłeś wbrew jej woli. Lepiej żeby ciebie tutaj nie było i o niej zapomniał. Tak będzie najlepiej dla ciebie i dla niej. Proszę idź sobie już.
Nie musiałam długo czekać aż odejdzie. Był trochę smutny – przygnębiony.  Też w sumie tak zareagowałabym gdybym się dowiedziała, że ktoś przeze mnie zmarł. Bolało mnie to trochę. Widzieć go załamanego, ale cóż, mógł Myślec co robił, a nie na odwrót.

Szłam do domu wolno. Nigdzie mi się nie śpieszyło. Szłam i płakałam. I jak teraz będzie wyglądać  moje życie bez niej, bez naszych głupot? Sama mi mówiłaś, że nie warto się pociąć ani nic sobie robić, bo nie warto. Tak właśnie myślałam. Tak mówiła. Zgadzałam się z nią. Też miałam takie pomysły, ale mnie jakoś od tego odwiodła. Ale teraz?

Do domu szłam jakieś 20 minut. Weszłam i zamiast zwykłego powitania typu Dzień dobry; Już wróciłaś albo dobrze, że już jesteś zastałam krzyki.
- Jak ty ją wychowujesz!? Nie ma jej cały czas w domu a ty nic sobie z tego nie robisz! Nastawiasz ją przeciwko mnie! Myślisz, że ja tego nie wiem! – To był mój ojciec. Znowu przyjechał i jak zwykle znowu robi kłótnię z byle jakiej przyczyny
- No proszę! Dopiero teraz tatulek się znalazł! Gdzie ty byłeś jak ona cie potrzebowała, co?! No tak, twoja odpowiedź jest całkiem prosta. Byłeś u tej lafiryndy – pani z lekkimi obyczajami. Wiesz co, wyjdź, bo rzygać mi się chce jak na ciebie patrzę. Klary nie ma, bo poszła na grób przyjaciółki i nie wiem kiedy wróci. – Nie widziałam nigdy tak mamy wkurzonej. Dobrze, że mu wygarnęła, ale tamten jeszcze nie skończył
- Nie pozwalaj sobie za wiele moja droga. Nie obrażaj jej w mojej obecności. Kocham ją i nic tego nie zmieni. Jesteś nic nie warta. Żałuje, że się z Tobą ożeniłem. Żałuje, że mam z tobą dzieci.
Zamurowało mnie. Własny ojciec wyrzeka się swojego dziecka. Zbolało mnie to. Nie mogłam tego dłużej słuchać, więc i ja się na nich wydarłam.
- ZAMKNIJCIE SIĘ! MAM TEGO DOSYC! Cały czas się kłócicie. Czemu chodź raz nie mogę mieć normalnej rodziny i normalnego dnia bez kłótni się pytam! Mama w niczym nie zawiniła jak ty. Ona mnie kocha pomimo że zabrania mi różnych rzeczy to robi to z miłością do mnie i z troską a ty? Co dla mnie zrobiłeś? NIC! JESTEŚ JEDNYM WIELKIM ZEREM! Nie chciałeś mieć dzieci, więc dobrze. Nie znam cię i nie istniejesz dla mnie. NIENAWIDZE CIĘ! Mamo, kocham cię i nigdy nie zapomnę.
Po tych słowach pobiegłam do swojego pokoju wzięłam żyletkę i wybiegłam z domu. Nie chciałam już żyć. Wszystko się zaczęło sypać. Skończę ze sobą dzisiaj.

Poszłam na cmentarz, na grób Oli. Popatrzałam na niego i zaczęłam płakać. Uklękłam nad jej grobem i mówiłam jej, co się w domu działo.
Przypominałam sobie jakieś miłe, sympatyczne, wesołe wspomnienia, a w tym samym czasie żyletka poszła w ruch. Czułam tylko lekki ból nic więcej, ale podobało mi się. Z każdym ruchem mniej bolało, a rany były większe i głębsze. Nie czułam niczego oprócz łez, które leciały ze mnie strumieniem. Nagle cały świat tak jakby znikał. Ciemne kropki przed oczami stawały się coraz większe i większe aż stały się jedną wielką całością – nicością. Zamknęłam oczy, bo były strasznie ciężkie. Nim znalazłam się na tamtym świecie usłyszałam jeszcze krzyk mamy.
- KLARA!
A potem mojego byłego ojca
- Widzisz do czego ty doprowadziłaś.
A ja tylko powiedziałam jedno, ostatnie zdanie, skierowane do mojej mamy.
- Mamo, przepraszam i kocham cię.
Po czym nastąpiła wielka, wieczna ciemność.


Jak wam się podoba koniec? Opinie podawajcie w komentarzach.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego