• Wpisów:10
  • Średnio co: 117 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 17:16
  • Licznik odwiedzin:6 533 / 1289 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Byłyśmy nierozłączne, kiedy tak siedziałam koło jej pomnika i wspominałam nasze najlepsze odpały zjawił się.... Bartek. Własnym oczom nie mogłam uwierzyć. On przyszedł do niej. Czyli nie wie, że to przez niego. Muszę mu to powiedzieć.
- Co ty tutaj robisz Bartek?
- Chciałem przyjść na grób Oli, bo dowiedziałem się, że nie żyje.
Trochę smutno mi się go zrobiło. Wróć - nie zamierzam się nad nim litować.
- Po 2 miesiącach dowiedziałeś się, że nie żyje?! – Byłam zbulwersowana tą wiadomością
- 2 miesiące temu zmarła? Nie wiedziałem…
- To teraz wiesz. Coś jeszcze?
- Noo chcę jej złożyć kwiaty. W ogóle czemu taka jesteś do mnie oschła?
- Bo… - Kurde teraz się załamałam. Czemu mnie poczucie winy zżera?
- Bo?
Klara weź się w garść. Masz mu powiedzieć to i koniec kropka. Fakt, obiecałaś Olce, że nikomu nie powiesz, no ale ona się zabiła i to jeszcze przez – NIEGO! On musi wiedzieć. W końcu to przez niego.
- To przez Ciebie to zrobiła. Rozumiesz !! Pocięła cię przez CIEBIE! Opowiadała mi to, co jej robiłeś wbrew jej woli. Lepiej żeby ciebie tutaj nie było i o niej zapomniał. Tak będzie najlepiej dla ciebie i dla niej. Proszę idź sobie już.
Nie musiałam długo czekać aż odejdzie. Był trochę smutny – przygnębiony. Też w sumie tak zareagowałabym gdybym się dowiedziała, że ktoś przeze mnie zmarł. Bolało mnie to trochę. Widzieć go załamanego, ale cóż, mógł Myślec co robił, a nie na odwrót.

Szłam do domu wolno. Nigdzie mi się nie śpieszyło. Szłam i płakałam. I jak teraz będzie wyglądać moje życie bez niej, bez naszych głupot? Sama mi mówiłaś, że nie warto się pociąć ani nic sobie robić, bo nie warto. Tak właśnie myślałam. Tak mówiła. Zgadzałam się z nią. Też miałam takie pomysły, ale mnie jakoś od tego odwiodła. Ale teraz?

Do domu szłam jakieś 20 minut. Weszłam i zamiast zwykłego powitania typu Dzień dobry; Już wróciłaś albo dobrze, że już jesteś zastałam krzyki.
- Jak ty ją wychowujesz!? Nie ma jej cały czas w domu a ty nic sobie z tego nie robisz! Nastawiasz ją przeciwko mnie! Myślisz, że ja tego nie wiem! – To był mój ojciec. Znowu przyjechał i jak zwykle znowu robi kłótnię z byle jakiej przyczyny
- No proszę! Dopiero teraz tatulek się znalazł! Gdzie ty byłeś jak ona cie potrzebowała, co?! No tak, twoja odpowiedź jest całkiem prosta. Byłeś u tej lafiryndy – pani z lekkimi obyczajami. Wiesz co, wyjdź, bo rzygać mi się chce jak na ciebie patrzę. Klary nie ma, bo poszła na grób przyjaciółki i nie wiem kiedy wróci. – Nie widziałam nigdy tak mamy wkurzonej. Dobrze, że mu wygarnęła, ale tamten jeszcze nie skończył
- Nie pozwalaj sobie za wiele moja droga. Nie obrażaj jej w mojej obecności. Kocham ją i nic tego nie zmieni. Jesteś nic nie warta. Żałuje, że się z Tobą ożeniłem. Żałuje, że mam z tobą dzieci.
Zamurowało mnie. Własny ojciec wyrzeka się swojego dziecka. Zbolało mnie to. Nie mogłam tego dłużej słuchać, więc i ja się na nich wydarłam.
- ZAMKNIJCIE SIĘ! MAM TEGO DOSYC! Cały czas się kłócicie. Czemu chodź raz nie mogę mieć normalnej rodziny i normalnego dnia bez kłótni się pytam! Mama w niczym nie zawiniła jak ty. Ona mnie kocha pomimo że zabrania mi różnych rzeczy to robi to z miłością do mnie i z troską a ty? Co dla mnie zrobiłeś? NIC! JESTEŚ JEDNYM WIELKIM ZEREM! Nie chciałeś mieć dzieci, więc dobrze. Nie znam cię i nie istniejesz dla mnie. NIENAWIDZE CIĘ! Mamo, kocham cię i nigdy nie zapomnę.
Po tych słowach pobiegłam do swojego pokoju wzięłam żyletkę i wybiegłam z domu. Nie chciałam już żyć. Wszystko się zaczęło sypać. Skończę ze sobą dzisiaj.

Poszłam na cmentarz, na grób Oli. Popatrzałam na niego i zaczęłam płakać. Uklękłam nad jej grobem i mówiłam jej, co się w domu działo.
Przypominałam sobie jakieś miłe, sympatyczne, wesołe wspomnienia, a w tym samym czasie żyletka poszła w ruch. Czułam tylko lekki ból nic więcej, ale podobało mi się. Z każdym ruchem mniej bolało, a rany były większe i głębsze. Nie czułam niczego oprócz łez, które leciały ze mnie strumieniem. Nagle cały świat tak jakby znikał. Ciemne kropki przed oczami stawały się coraz większe i większe aż stały się jedną wielką całością – nicością. Zamknęłam oczy, bo były strasznie ciężkie. Nim znalazłam się na tamtym świecie usłyszałam jeszcze krzyk mamy.
- KLARA!
A potem mojego byłego ojca
- Widzisz do czego ty doprowadziłaś.
A ja tylko powiedziałam jedno, ostatnie zdanie, skierowane do mojej mamy.
- Mamo, przepraszam i kocham cię.
Po czym nastąpiła wielka, wieczna ciemność.


Jak wam się podoba koniec? Opinie podawajcie w komentarzach.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Rano czułam się jakbym coś piła. Szopa na głowie, rozmazany makijaż, a co gorsze kac. Nic nie piłam,a co do fryzury i makijażu to nie jestem stwierdzić dlaczego.
Ogarnięcie zajęło mi co najmniej 1,5h. Tak, tak wiem długo, ale przecież jestem dziewczyną, a dziewczyny długo siedzą. W sumie niektórzy faceci też. U mnie zależy kiedy się obudzę i czy będzie mi się chciało. Dzisiaj sprawdzian z polaka. Ciekawe tylko jaki zrobi. Błagam tylko nie opisówkę, na których zawsze polegam. Może tym razem będzie inaczej? „Dam radę” pocieszam się w myślach, ale wiem jak naprawdę jest – zawale to.

Idę, idę i idę i dojść do szkoły nie mogę. Ta droga dłuży mi się niemiłosiernie. Rany nie pamiętam żebym kiedyś tak szła długo, ale cóż. Powiem, że zaspałam i koniec tematu. Gdyby to było takie proste. Wiem, zadzwonię do Olki i z nią porozmawiam. Przynajmniej droga nie będzie mis ie tak dłużyć. Czekam, czekam,a le nie odbiera. Hmm dziwne. Zawsze odbierała. No cóż.
Resztę drogi pokonałam słuchając piosenek SuJu. Oni są tacy wspaniali. Każda piosenka do mnie dociera, w sensie słowa. Są takie prawdziwe, oparte na prawdzie. Przy niektórych wzdycham, przy innych płacze, a jeszcze przy innych się śmieje. Czytałam ostatnio, ze jeden z nich się ożenił. Cóż, sądziłam, że pierwszy ożeni się ich Lider,a le i tak życzę im szczęścia i DUUUUUUUŻO DZIECI!
Pod szkołą byłam o 8.20. Dobrze, że lekcje zaczynam za pół godziny. Przynajmniej nie muszę się bać o spóźnienie i wymyślać żadnej wymówki. W szkole usiadłam na ławce, kiedy zadzwoniła do mnie Ola.
- Hej.
- Ja ci zaraz dam „hej” . Ja do ciebie dzwonię,a to co? Nie łaska odebrać tego telefonu?
- Oj, przepraszam. Byłam pod prysznicem, kiedy dzwoniłaś, więc nie słyszałam.
- Aha okej kiedy będziesz w szkole?
- Za jakieś 10 minut. Musimy porozmawiać o tym twoim KOLEJNYM śnie.
- Obowiązkowo Olka. Obowiązkowo.
- Haha. Za chwile będę. Gdzie mamy lekcje?
- Pierwszą mamy matmę. - serio? Jak ja jej nienawidzę
- W 25? Oki. Czekaj tam na mnie. Pa.
- Pa.
O rany Julek. Ona to ma zawsze wyczucie. Zawsze kiedy dzwonię, to albo nie słyszała albo była zajęta. Aaa jeszcze, że była pod prysznicem. Co ja z nią mam.
Pod klasą nie byłam sama. Był jeszcze Konrad, który od razu na mnie naskoczył.
- Klara! Błam, cię. Powiedz, ze masz matmę?
- Nie Konrad, nie mam matmy.
- NIE!!!!
Haha. Kocham się z nim przedrzeźniać. Jest naprawdę nieobliczalny, zabawny. Każdy go lubi i jego poczucie humoru. Najfajniejszy chłopak z klasy i w całej szkole. Może mieć każdą dziewczynę – które i tak na niego lecą i oczekują na okazje.
- Nie no Konrad mam. Trzymaj.
- Rany, dzięki Klara. Nie wiem co się ze mną działo. Zapomniałem po prostu o niej a wiem, że dużo było zadane. Czyli... mogę spisać?
- Jasne, ale nie jestem pewna, czy mam dobre wyniki.
- Mniejsza o to. Ważne, by było.
Na podziękowanie dał mi buziaka w pulik. Zaskoczyło mnie to. Najfajniejszy, najprzystojniejszy chłopak i kapitan drużyny, mnie pocałował. SZOK! Okej, Klara, ogarnij się. On ci tylko podziękował, nic więcej.
Czekałam za Olką 10 minut. Zadzwoniła do mnie, bym wyszła jej naprzeciw, czyli przed szkolę. Co ja z nią mam. Przywitałyśmy się i weszłyśmy do szkoły. I się zaczęło...
- Rany, Klara, weź mi przestań mówić o swoich snach. Idź do psychologa, a nie sory nie da się już ciebie wyleczyć.
- Hmm... powiedziałabym to samo o tobie. A teraz przyznawaj mi się tu – ile się z nim spotkałaś lub odzywałaś? - spytałam, bo coś mi tu nie grało. Coś czuje, ze jest nadal z nim w kontakcie
- Eee... no... Klara zrozum
- Tak, tak. Pierwsza miłość. Ola zakochasz się jeszcze, ale nie w tym CHOLERNYM DUPKU BEZ MÓZGU. Zamiast mózgu ma orzeszek, ale coś czuje, że nawet orzeszek jest mądrzejszy od niego.
Czekałam na jej reakcję. Wydarcie się. Zdziwienie. Wyjaśnienie, ale nie. Nic nie powiedziała. Zdziwiło mnie to. Po chwili powiedziała
- Czemu twoje sny muszą się zawsze spełniać?
- E co? O co ci chodzi?
- O to, ze twoje sny się SPRAWDZIŁY, rozumiesz.
- Ale, że...
- Tak. On mnie zgwałcił, ale powiedział, że mnie kocha. I jestem z nim w ciąży. Tylko, jak się to okazało, to stwierdziłam, ze nie chce się z nim widzieć. Klara, co ja mam z tym zrobić?
Zszokowała mnie wiadomość. Jednak sny się sprawdziły. Nie wierzę. OLA JEST W CIĄŻY! Tylko co teraz? Musimy coś wymyślić.
- Damy radę Ola. Nie wiem jeszcze jak, ale poradzimy sobie. Musisz powiedzieć mamie.
- ZWARIOWAŁAŚ! Nie mogę jej o tym powiedzieć. Zabije mnie za to. Nie ma mowy.
- Okej. To w takim razie musisz MU o dziecku powiedzieć. Niech będzie odpowiedzialny.
- Nie. Tylko ty będziesz wiedzieć. A teraz chodź na lekcje, bo się za chwile zaczną.

Po szkole zdecydowałyśmy, że pójdziemy do Amber albo raczej pojedziemy – i pochodzimy po sklepach. Musi zapomnieć o tym wszystkim i pomóc mi wybrać sukienkę, bo Konrad zaprosił mnie na kolację. Nie wiem, co mu chodzi po głowie, więc zamierzam się dowiedzieć przy jedzeniu. Hmm... ciekawe nie powiem, że nie.
- Dobra, teraz mi pomagasz mi wybrać sukienkę.
- Ty i Konrad, Konrad i ty. Ciekawie się zapowiada. Coś czuje, że z tego będzie coś poważnego.
- Nie, nie i nie. On może mieć każdą, a wybrał mnie.
- Powinnaś się cieszyć. - wróciła moja optymistyczna, wesoła Ola
2 godziny i już po wszystkim. Cel osiągnięty – zakupioną piękną krótką, turkusową sukienkę, bez pleców. Prostą, ładną, pasującą na różne okazje. Mam nadzieję, że mu się spodoba. Ej! Co ja mówię. Jakbym była podniecona tym spotkaniem. Muszę się jakoś ogarnąć. Dam radę.

O 19 spotkaliśmy się w restauracji „Czerwona róża”. Hmm... fajna nazwa. Konrad już na mnie czekał przy stoliku. Szczerze przyznam, ze ładnie mu było w garniturze. Taki szykowny, elegancki. Nie dziwie się dlaczego dziewczyny na niego lecą. To musi być coś. Ale mniejsza o to. Jak przystało na dżentelmena wstał i przywitał się ze mną, ale nie obeszło bez jego przelecenia mnie i mojego wyglądu.
- Witaj Klara. Łał, ale pięknie wyglądasz. Po prostu bosko. A ten kolor pasuje do ciebie. Proszę usiądź.
- Witaj. Dziękuję ci. Ty też nieźle, wręcz niesamowicie wyglądasz.
- Dzięki. W końcu ie ma co dzień się chodzi w garniaku.
Śmialiśmy się cały czas przy naszych opowieściach. Jedzenie w tej restauracji jest przepyszne. Kiedy jedliśmy deser – lody truskawkowo – waniliowo – cytrynowe. Do tego były truskawki, maliny, dużo śmietany posypanej czekoladą i rurki. Mmmm pycha. Kiedy tak jedliśmy ten deser spytałam się go.
- Konrad, czemu zaprosiłeś mnie na te kolację? Przecież możesz mieć każdą dziewczynę, więc dlaczego ja?
Wyglądał jakby myślał nad odpowiedzią. Okej teraz albo nigdy Konrad.
- Masz w sobie to coś. Chodzi mi o to, ze ty nie zachowujesz się jak inne dziewczyny. Nie lecisz na kasę, na wygląd mój i zachowujesz się inaczej . Zdecydowałem się cie tu zaprosić, aby coś ci pokazać lub zaoferować.
Nie wiedziałam o co mu chodzi. Bałam się, bo, co można po nim oczekiwać. To co zrobił potem zszokowało mnie.
- Klara. Odkąd cię ujrzałem, wiedziałem, że jesteś inna. Masz w dupie mój wygląd, kasę, więc chcę cię o coś spytać. ZOSTANIESZ MOJĄ DZIEWCZYNĄ?
Zszokowało mnie to. On uklęknął przede mną,a inni goście się na nas patrzeli. Czułam jak robiłam się czerwona na twarzy. Inni oczekiwali mojej decyzji, a najbardziej Konrad.
- Okej, wstań proszę cię. Nie rób sobie żartów.
- Wstanę jak się zgodzisz i żartów sobie nie robię. Proszę.
- Dobra, okej, zgadzam się.
Założył mi pierścionek, wstali mnie pocałował. Inni goście klaskali, gwizdali i wiwatowali nam. Byłam szczęśliwa do czasu, gdy nie zadzwonił mój telefon.
- Halo, Klara.
- Dzień dobry, pani Jagodo, co się stało?
Pani Jagoda to mama Oli. Dzwoni zawsze kiedy chce się o coś spytać lub w sprawie Olki.
- Mogłabyś przyjechać do szpitala? Ola znowu podcięła sobie żyły.
Była bardzo zdenerwowana. Konrad przyglądał mi się i czuł, że jest coś nie tak. Poprosił o rachunek, zapłacił i wyszliśmy z restauracji. Przez cały czas rozmawiałam z nią, by dowiedzieć się w jakim ona jest stanie. Ta informacja mną wstrząsła. Rozłączyłam się, a Konrad się spytał
- Wszystko w porządku?
- Nie. Ola jest w szpitalu. Dzwoniła jej mama i poprosiła bym przyjechała. Mógłbyś mnie tam zawieść?
- Pewnie. Będę przy tobie przez cały czas.

10 minut zajęła nam droga do szpitala. Byłam bardzo zdenerwowana. Dobrze, że przy mnie był MÓJ CHŁOPAK, bo inaczej wpadłabym w panikę.
Weszłam do szpitala i kierowałam się do recepcji, miła recepcjonistka wskazała mi drogę. Pod salą siedziała jej mama z tatą. Zobaczyłam ich,a oni mnie przytulili. Powiedzieli, że lekarze cały czas u niej są i nie wyszli. Byli załamani. Do mnie doszedł Konrad i razem czekaliśmy. Nie minęło nawet 5 minut, a lekarze wyszli od niej. I stwierdzili
- Przykro nam, ale nie udało się jej uratować. Straciła zbyt dużo krwi. Przykro nam.
Cały świat mi się zawalił po tej drastycznej wiadomości. Chciałam sobie uświadomić, że to jest tylko sen, z którego się wybudzę, ale to było zbyt realne. Rodzice Oli, którzy byli zrozpaczeni utratą swojego jedynego dziecka. Konrad mnie przytulił, ale ja go odpychałam. Nie chciałam, nie wiedziałam jak, dlaczego . Nie mogłam znieść tego. Przytuliłam się do niego,a on mnie objął i pozwolił mi płakać, bo wiedział, że mi ulży. Kazali nam jechać do domu. Niechętnie chciałam jechać. Poszłam jeszcze się z nią zobaczyć. Łzy stanęły mi w oczach, po czym powoli zaczęły spływać jedna po drugiej. Pożegnałam się z nią i poszłam z chłopakiem w stronę samochodu. Nie odzywaliśmy się, bo wiedzieliśmy, że musimy to jakoś wszystko ułożyć – przemyśleć.

2 tygodnie potem odbył się pogrzeb. Przyszli wszyscy znajomi, rodzina i przyjaciele. To było najgorsze co mogło się wydarzyć w moim życiu. Dam radę. Muszę. Na stypie wszyscy wspominali ją jako miłą, sympatyczną, wesołą dziewczynę. Jej rodzice podziękowali mi jak szykowałam się do wyjścia. Byli mi wdzięczni, ze miała taką przyjaciółkę. Byłam im wdzięczna za wszystko – dobroć, radość, uprzejmość.



Obecnie – na cmentarzu

Tak oto poznaliście całą moją historię i mojej przyjaciółki. Byłyśmy nierozłączne, kiedy tak siedziałam koło jej pomnika i wspominałam nasze najlepsze odpały zjawił się....




Wybaczcie, ale szkoła. Zagrożenia trzeba było poprawić.
Z okazji nadchodzących świąt Bożego Narodzenia, życzę wszystkim moim czytelnikom – zdrowych wesołych świąt, udanego sylwestra, libacji alkoholowej ( ale nie przesadzajcie) i wszystkiego dobrego.
 

 
Przez 2 tygodnie nie odzywałam się do niej. Wiele razy pisała do mnie i dzwoniła. Ja ją ignorowałam. Nie wiedziałam cały czas, dlaczego mu tak łatwo wybaczyła. Jest różnica pomiędzy nią a nim.

Kiedy szłam do szkoły, Olka na mnie czekała przed wejściem. Chciałam wejść, gdy nagle zatrzymała mnie.
- Klaudia, proszę odezwij się do mnie. Nie rozmawiałyśmy od 2 tygodni. Ciągle mnie unikasz, nie odpowiadasz na SMS'y i wiadomości na FB.
- Posłuchaj mnie Ola. Wiem, że go kochasz, ale żeby mu tak szybko wszystko wybaczać? Gdyby cię naprawdę kochał, nie zrobił by tego i nie chciałabyś się przez niego zapić. Pomyśl dobrze co jest dla ciebie najważniejsze – nasza przyjaźń czy chłopak, prze którego się pocięłaś? Jak pomyślisz daj mi znać.
Popatrzała się na mnie chwilę, puściła wzrok i mnie puściła. Nic nie odpowiedziała. Ja weszłam do szkoły, a ona stała jeszcze przed wejściem. Wiem, że to, co powiedziałam zabolało ją, ale taka jest prawda. Nie chciałam dawać jej ultimatum, ale musiałam się spytać co jest dla nie najważniejsze – nasza przyjaźń czy ten bezwartościowy, głupi, mało inteligentny, i Bóg wie jeszcze kto, BARTEK. Na początku było fajnie, ale po tym co jej zrobił to przekracza ludzkie... jakby to powiedzieć... MOŻLIWOŚCI? INTELIGENCJE? A zresztą, co ja będę się nim przejmować.

Po szkole miałam z dobre 2 godziny do autobusu, więc postanowiłam, że pójdę do MC i se posiedzę na WIFI i coś może zjem i wypije. Po 10 minutach dosiadła się do mnie Ola i rzekła.
- Okej. Cały czas, jak byłam w szkole, nie mogłam się skupić na żadnych lekcjach. Miałam w uszach i głowie te słowa, które mi powiedziałaś rano przed szkołą. Masz rację. Nie powinnam mu była tak łatwo wybaczać, ale zrozum kocham go. Dlatego to zrobiłam.
- Cieszę się, że w końcu to do ciebie dotarło. Wiem, że go kochasz i szanuje to, ale jeśli chcesz z nim być, musisz dać mu do zrozumienia, że jeśli chce z tobą być to musi się trochę postarać.
- Dzięki. To, co nadal w kontakcie? - spytała się
- No pewnie.
Przytuliłyśmy się i stwierdziłyśmy, że pójdziemy to uczcić, więc wybrałyśmy się do kina na „Anarchia : Noc oczyszczenia” taki jakby eeee... horror? Wcale taki straszny. To, że się zabijali co kawałek to nic w porównaniu do „Anabelle” lub innego horroru.

Wyszłyśmy z kina ok. 15 i kierowałyśmy się w stronę łazienki. Nagle ktoś wysoki rzucił mi się w oczy. To był Arek. Ciekawe z kim jest? Za nim szedł o ile się nie mylę jego koledzy, a wśród nich, chłopak, którego darzę nienawiścią – Bartek. Wzięłam za rękę Olkę i zaciągłam ją w pierwszy lepszy sklep, a w nim wyjaśniłam jej wszystko.
- Jak to Arek jest w galerii? I jeszcze z Bartkiem?!
- Nie wiem. Mówię ci tylko to, co widziałam.
W przeciągu kilku minut przez nich wszystko zaczęło się sypać. A miało być tak pięknie. Haha. Byłyśmy strasznie poddenerwowane. Przypomniała nam się sytuacja sprzed 2 tyg., więc postanowiłyśmy, że zrobimy to trochę inaczej. Zamiast wychodzić od razu, zaczęłyśmy”przelatywać” wszystkie stoiska w Media Markt, tak jak żółwie – powolutku. Tak z dobre 10 minut byłyśmy w Media Markt. Wiem, to niemożliwe, ze by tak długo być, ale zatrzymywałyśmy się na każdym stanowisku i praktycznie WSZYTSKO dotykałyśmy i przelatywałyśmy wzrokiem. Krótko mówiąc – cały sklep przeleciałyśmy. Dopiero wyszłyśmy z niego, mając pewność, że jest bezpiecznie. Kierowałyśmy się prosto na swoje przystanki i nie odwracałyśmy się, tylko biegłyśmy, tak jakby. Pożegnałyśmy się i poszłyśmy na swoje przystanki.

O 15.30 miałam autobus, a poprawnie powinien być 15.25. W domu byłam ok. 16.05, gdyż jechał jak ślimak – dosłownie. Odrabiałam lekcje, kiedy na skype'a zadzwoniła Ola.
- Hej. Co tam?
- Hej. Masakra. MASAKRZA! Wiedziałam! Ja mam pecha zawsze na niego.
- Ejj, ale o co ci chodzi?
- Arek, i BARTEK wracali autobusem. Czaisz to?
- Aaa, ale jak? Przecież to niemożliwe. A jak już to... nie to nie jest możliwe. Widzieli cię?
- Nie. Na szczęście nie. Ale masakra, mówię ci. Ejj. Co ty jesz? Nawet się nie podzielisz.
- Eeee... placek? Jak chcesz to chodź.
- Jaki?
- Zebra
- Okej za 5 minut będę u ciebie haha.
- Haha, jak dla mnie spoko.
Gadałyśmy tak z dobre 2 godziny. Nie ma to jak rozmowa o wszystkim i o niczym. Jeszcze obejrzałam komedie romantyczną, nie, nie TITANIC- inny film, na którym się popłakałam i poszłam spać.
Miałam znowu ten sam sen. może to jakaś wizja? Przepowiednia? Co ma się wydarzyć. Tyle, ze ten się różnił od tamtego.

Sen

Ktoś puka do moich drzwi. Kto to może być o 2 nad ranem? Widać, że jemu życie nie miłe, aby nachodzić człowieka o tej godzinie. Otworzyłam drzwi i ujrzałam..
- OLA! Matko! Co się stało? Wyglądasz gorzej jak tragicznie. Wchodź mi szybko.
- Bartek... On...
- Co ci zrobił?
- On mnie z.. zg.. zgwał...zgwałcił.
- Kiedy?
- Wczoraj. Dzisiaj zrobiłam sobie test ciążowy. Okazało się, że...

Obecnie

O SHIT! Wykończę się tymi koszmarami. Tylko co ona chciała mi powiedzieć? Muszę jej o tym powiedzieć jutro. Albo nie. Zadzwonię teraz do niej.
Wybrałam numer i zadzwoniłam. Na szczęście odebrała od razu.
- Klaudia. Po co do mnie dzwonisz o tej porze?
- Przecież i tak nie śpisz więc..., ale mniejsza o to. Muszę ci coś ważnego powiedzieć.
- No nie śpię i mów, o co chodzi?
- Znowu ten przeklęty koszmar, o którym ci mówiłam kilka tygodni temu.
- Co ty masz a sny kobieto. Opowiadaj.
Opowiedziałam jej cały sen i czekałam na jej reakcję.
- I co ty mi sugerujesz? Że jak Bartek mnie w śnie zgwałcił?
- Eee... Nooo.. Tak w nim było, ale nie sugeruje, że to się wydarzy. TO COŚ OZNACZA, TYLKO CO?
- Jutro będziemy nad tym rozmyślać,a teraz idziemy spać.
- Okej. Na razie.
- Cześć.
Pożegnałyśmy się i położyłam z powrotem. Wkrótce byłam w krainie Morfeusza,


Co o tym sądzicie? Jak powinno się to skończyć? Czekam na wasze propozycje, które dacie w komentarzach. Dzisiaj upiekłam placek. Nawet dobry mi wyszedł. Nie zdążyłam zdjęcia zrobić, ale on mniej więcej tak wygląda. Pozdrawiam!



  • awatar ✝ ѕateenkaari ♛: Znowu ten sen... To jakieś przeznaczenie.. Złe czy dobre? Tego nie wiem. Ale rozdział przecudowny! <3 Smacznego placka :D :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Był o... Oli.


Ona biegła, jakby uciekała od czegoś... lub kogoś. Było ciemno. Ulica, przez którą biegła, nie była wcale oświetlona. Nie wiedziała, gdzie jest. Zatrzymała się na chwile, by się rozejrzeć. Wtedy ta postać wciągnęła ją do uliczki.
- RATUNKU!! Niech ktoś mi pomoże!
- Twoje krzyki są na marne. - rzekł tajemniczy głos
- ZOSTAW MNIE!! Czego chcesz ode mnie?!?!?!?
- CIEBIE!
Po tych słowach zaczął się do niej dobierać. W końcu to się stało.... ZGWAŁCIŁ JĄ.


- Nieeee!!!! O matko! To był koszmar. Muszę do niej zadzwonić.
Kiedy sprawdziłam, która jest godzina zrezygnowałam z tego. Była dopiero 3 nad ranem. Postanowiłam, że rano zadzwonię. Zresztą spotykamy się w szkole dzisiaj, więc w szkole jej powiem. Jak postanowiłam tak też zrobiłam, ale nie mogłam usnąć.

- Hej Klaudia. Wszystko w porządku? - powiedziała do mnie Ola z niepokojem
- Hej. Nie. Nie jest w porządku. Miałam najprawdziwszy koszmar.
- No to opowiadaj
- Tyle, że on jest o... o Tobie.
- Jak to o mnie? Tym bardziej chcę posłuchać.
- Więc było to tak. Ty biegłaś jakąś ciemną ulicą lub raczej uciekałaś. Nie widziałaś, gdzie jesteś. Zatrzymałaś się i rozejrzałaś w tedy tajemnicza postać wciągnęła cię do uliczki. Krzyczałaś na tą osobę, ale nic sobie z tego nie robił. Wtedy ON....
- On co? Dokończ.
- Zgwałcił cię.
Nie mogła uwierzyć własnym uszom. Robiła co chwilę większe oczy, bo nie mogła uwierzyć w każde usłyszane słowo. Nic jej na to nie poradzę. Ale prawda jest taka, że się o nią boje. Już raz pocięła sobie żyły, może zrobić to po raz kolejny. Cudem ją z tego uratowali. Jeśli jeszcze raz to zrobi, to może z tego nie wyjść, a tego byśmy już nie chcieli.
Postanowiłyśmy, że po szkole pójdziemy do kina na „Dzień dobry, Kocham Cię”, a po kinie poszłyśmy „przelecieć” wszystkie sklepy, jakie były w galerii. Nic ciekawego nie było w nich, więc zdecydowałyśmy, że pojedziemy do domu.
W domu myślałam, nie wiem czemu, ale o śnie o Olce. Ja się o nią boję i czuje, że ona sobie coś zrobi. Kiedy tak myślałam, mama mnie zawołała z dołu.
- Klaudia! Chodź no na dół. Ktoś do ciebie przyszedł.
Ciekawe tylko kto. Ola, by mnie uprzedziła, że przyjedzie, a Kamila i Magda też, by mnie o tym poinformowały. Zeszłam na dól i przyszedł ON. Znienawidzony przeze mnie osobnik. Mój ojciec.
- Cześć Klaudia.
- Co ty tutaj robisz?
- To już nie można odwiedzić własnej córki?
- Haha. Czyli jednak wiesz o moim istnieniu. Ale czemu akurat teraz? 9 LAT. 9 lat potrzebowałam ojca, ale jakoś teraz ta tęsknota przemieniła się w nienawiść do ciebie. NIENAWIDZĘ CIĘ!
- Jak tak możesz do mnie mówić? Przecież jestem twoim tatą.
- Byłeś nim. Kiedy cię najbardziej potrzebowałam , gdzie wtedy byłeś, co? Pytam się? Ja i mama widać, że nic nie znaczymy dla ciebie. Idź lepiej do tej swojej NOWEJ rodziny i nie wpieprzaj się w nasze życie, bo nauczyłyśmy się żyć bez ciebie.
Po tych słowach wróciłam do swojego pokoju. Z dołu już tylko słyszałam krzyki, że moja matka mnie nastawia przeciw jemu. Ja mam przecież swój rozum i nikt nie musi mi mówić co mam robić, zwłaszcza, gdy chodzi o niego. Dlaczego, życie jest takie niesprawiedliwe? Muszę porozmawiać z Olką i jej opowiedzieć o wszystkim.
- Hej Klaudia. Co się stało?
- Hej. Nie uwierzysz mi kto mnie dziś odwiedził?
- Nie wiem. Dawaj.
- Szanowny Hrabia przypomniał sobie o rodzinie.
- COOO!! Żartujesz!!?? On odwiedził ciebie i twoją matkę? I co?
- I nic. Powiedziałam mu wszystko to, co miałam mu do powiedzenia ma temat jego odejścia. Potem krzyczał na mamę, że mnie nastawia przeciwko jemu. Haha żal mi go.
- Czemu twój ojciec musi być tak popaprany?
- Wiesz co, nie pytaj się mnie. Ja nie wiem. Dobra dość o mnie. Teraz opowiadaj co tam u ciebie.
- Aaaa nic po staremu. No... Pomijając jeden fakt, że...
- Że co? No mów.
Szczerze do takich spraw jestem niecierpliwa. Trzeba mi mówić prosto z mostu, a nie owijać w bawełnę.
- No więc spotykam się z Bartkiem.
- Aaaa spotykasz się z Bartkiem... Chwila. ŻEEEE COOOO!!! Powaliło cię!! Zapomniałaś, co on ci zrobił?
- Obiecał, że już tak nie zrobi i nawet zaproponował mi, że czy będziemy parą.
- I tylko nie mów i kretynko, że się zgodziłaś?
- No tak. Zgodziłam się.
Zamurowało mnie. ONA+ON... Nie to jakiś żart. Nie mogą być razem. Ona przez niego chciała się zabić. Tak łatwo mu wybaczyła? Nie no po prostu nie wierze. Nie wierze w to co słyszę.
- Wiesz co... Napisz albo zadzwoń jak zmądrzejesz. Myślę, że robisz błąd wybaczać mu tak szybko. Powinnaś jeszcze z decyzją poczekać. Zresztą jak chcesz. To jest twoje życie i rób sobie z nim, co tylko chcesz. PA!
- Ale Klaudia .... Poczekaj!
Rozłączyłam się. Wyłączyłam komputer i poszłam spać. Nie mogę uwierzyć w to, co ona zrobiła.


Uuuu. Nie wyszło mi,a wszystko przez co? Przez moją kochaną szkołę, którą tak uwielbiam. Haha żart. Nienawidzę jej. NAUKA NAUKA i jeszcze raz NAUKA. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Co o tym sądzicie? Ale tak szczerze - ładne?
 

 
Codziennie przychodziłam do niej w odwiedziny i z nią siedziałam. Przynosiłam jej owoce, picie i czekoladę. Rozmawiałyśmy i śmiałyśmy się jak zawsze. Rozmawiała z psychologiem z 3 razy o ile dobrze pamiętam, bo nie był pewny czy mówi prawdę, ale i tak nie mógł jej przetrzymywać.
Tydzień później wyszła ze szpitala. Aby to jakoś uczcić poszłyśmy na pizze i zakupy, oraz gadałyśmy. Wszystko było dobrze, do czasu, gdy...
- Klaudia patrz. Czy.. To nie jest...B A R T E K ?
- Ejj. To rzeczywiście on. Nie martw się. Chodź do tego sklepu, aby nas nie zauważył. Zresztą gdyby zauważył nas to by przybiegł.
- Masz rację, a poza tym muszę być silna.
Na nasze nieszczęście oni szli właśnie do tego sklepu, w którym byłyśmy, czyli do New Yorker'a. My spanikowane zaczęłyśmy się powoli cofać i jak niby nigdy nic szłyśmy normalnie ze spokojem do wyjścia.
-Uff. Udało nam się.
- No to prawda,a le ciekawi mnie jedno, skąd on się tu wziął? Przecież ty tylko wiedziałaś, ze dziś wychodzę.
- Jesteś pewna? To lepiej się przyjrzyj z kim jest. No chyba, że potrzebujesz okularów.
Przez chwilę się patrzała i patrzała i patrzała i w końcu zajarzyła.
- AREK!
- Ejj! Ale nie krzycz, bo cię usłyszą i tak Arek musiał mu powiedzieć, bo o ile się nie mylę też mówiłaś jemu, że dziś wychodzisz.
- Masz rację. W ogóle zapomniałam, ze z Arka jest kabel jak stąd to Warszawy.
Nie widziałam jej tak zdenerwowanej ostatnio jak dzisiaj. Muszę jej jakoś pomóc się uspokoić. Chciałyśmy już iść, kiedy nagle zło wcielone zawołało w stronę Olki.
- OLAA!!! OLUŚ!! SKARBIE! POCZEKAJ!
Wszyscy ludzie się spojrzeli w naszą stronę i w jego. Patrzeli na nas jak an nienormalnych, którzy się drą w galerii. JA WALE! jeśli wywalą nas przez niego z galerii z miłą chęcią go zabije.
- Co chcesz ode mnie!?!? - Odparła złowrogo Ola
- Przeprosić Cię. Wiem zachowałem się jak ostatni palant. chciałem Cię przeprosić w szpitalu, ale ta twoja wścibska, natrętna dziewucha mi nie kazała wejść do ciebie.
- Przepraszam Cię bardzo.. że niby kto? - Wkurzyłam się a Ola mnie poparła
- Wiesz, co dobrze robiła nie wpuszczając ciebie do mnie i nie mówiąc mi, że u mnie byłeś. Ona nie chciała, bym się wkurzała. - Już chciałyśmy odejść, ale Olka jeszcze mu mówiła - I nie mów tak do mojej przyjaciółki. Ona mnie nie krzywdzi w porównaniu do ciebie. I jeszcze jedno: zostaw mnie w świętym spokoju.
Po tych słowach wyszłyśmy do galerii i poszłyśmy do cool pizzy. Tam już byłyśmy znowu sobą.
O 17 wróciłyśmy do domu. Zjadłam kolację, umyłam się i przebrałam w słodką morską pidżamkę z pandą i usiadłam przed kompem. Olcia napisała mi, że mam włączyć skypa, bo chce ze mną porozmawiać. I tak zeszła nam rozmowa do 02.30. Dobrze, ze było wolne od szkoły, bo inaczej mnie mama, by zakatowała. O 3.00 poszłam spać. A dlaczego o 3 się pytacie? Bo dostałam od niej jeszcze kilka małych.. dobra co was będę okłamywać dużo wiadomości, w których umawiałyśmy się na imprezę, a dokładniej na magnes. Po tych wyczerpujących wiadomościach poszłam WRESZCIE spać. Ale sen nie był zbyt ciekawy. Był o...


Aaa! Masakra, końcówka mi coś nie wyszła. Piszcie w komentarzach co o tym sądzicie. Pozdrawiam!


 

 
O 6 zadzwonił mi budzik. Myślałam, że do wywale za chwile za okno jak nie przestanie mi dzwonić nad uchem. Poszłam się ubrać i przyszykować do szkoły. Gdy doszłam do drzwi ktoś mi się rzuca na plecy. Nie kto inny jak Olcia.
- Hej Olka.
- Hej. Muszę ci coś ważnego powiedzieć.
- Co takiego?
- Miałam swój pierwszy raz.
Oczy wyszły mi na wierzch. Nie sądziłam, że to przebiegnie tak szybko. Ola zauważywszy moją reakcję domyśliła się o co mi chodzi. Po chwili wyjaśniła mi
- Nie to o czym myślisz, tylko o pocałunek mi chodzi.
- Aaaa. A ja myślałam ,że chodzi ci o...
- Nie! Wżyciu. Ja TO robię tylko w związku i z miłości.
To wszystko jasne. Weszłyśmy do szkoły i opowiedziała mi wszystko, co wydarzyło się pod moją nieobecność. Coraz to z każdym słowem oczy robiły mi się większe. Zaprosił ją do kina. Fajnie. Miłość wisi w powietrzu. Zszokowało mnie najbardziej jedna wiadomość, którą mi powie po lekcjach, bo jest za bardzo... Hmm.. Ważna. Poszłyśmy do Mc Donald'u ( będę pisać skrót MC) i usiadłyśmy w wolnych miejscach, po czym mi powiedziała
- Zaproponował mi coś?
- Ale że kto zaproponował ci co?
- Bartek zaproponował mi ... noo... wiesz o co mi chodzi.
- On chce się z tobą...
- Tak. Dokładnie.
O mało co nie wyplułam coli na nią. Zamurowało mnie, ale ja wiem, że nie zrobi TEGO z nim, gdyż za krótko się znają i nie są JESZCZE podkreślam słowo JESZCZE w związku. Na razie. Dobrze, że Ola znalazła kogoś i jest szczęśliwa.
- Too kiedy idziecie do kina?
- W tę sobotę na "Gwiazd naszych wina"
- Ooo to nieźle. Opowiesz mi jak było na filmie co nie?
- Może tak może nie. Zobaczę.
I tak nam mijał dzień w mieście. Na drugi dzień zadzwonił telefon. To była Ola, ale miała niepokojący głos.
- Olka, co się stało?
- On się mną bawił i moimi uczuciami.
- Ale jak? Kiedy? Co on ci zrobił?
Byłam zaniepokojona i wystraszona. Bałam się, ze ona coś sobie zrobi.
- Bartek mnie obmacywał w kinie na filmie. Ja tego nie chciałam, ale on wszędzie mnie dotykał. Nie wytrzymam tego. Muszę skończyć ze swoim życiem.
Oznajmiła mi i rozłączyła się. Próbowałam się do niej dodzwonić, ale nikt nie odbierał. Stwierdziłam, że sama do niej pojadę i z nią porozmawiam, ze nie warto. Ma przyjaciół i rodzinę. Nie może ze sobą skończyć. Wszyscy ją kochamy. Ja ją kocham jak siostrę, więc muszę coś zrobić. Pojechałam do jej domu i zapukałam. Otworzyła jej mama. powiedziała, ze Ola zamknęła się w łazience i nie odpowiada. Zobaczyłam, czy drzwi są od łazienki otwarte. Były otwarte i weszłam. To co tam ujrzałam zamurowało mnie i mną wstrząsło. Wszędzie była KREW. Ola leżała na podłodze z żyletką w ręku. Krzyknęłam do jej mamy, by zadzwoniła po pogotowie. Ja natomiast wzięłam jakąś szmatkę i zawiązałam jej nadgarstki. Próbowałam ją ocucić. Po 10 minutach karetka już była i zabrała ją do szpitala. Ja i Olki mama pojechałyśmy za nimi. W szpitalu dowiedzieliśmy się, że straciła dużo krwi, ale będzie żyła. Lekarz pozwolił nam do niej iść i poczekać, aż się obudzi. Przez 2 tygodnie ja i Olki mama siedziałyśmy przy niej i czekałyśmy, aż się obudzi. Już chciałam wychodzić, gdy nagle ktoś mnie zawołał zachrypniętym głosem. To była Ola. Zawołałam lekarza i jej mamę. lekarz stwierdził, że wszystko teraz powinno być dobrze, ale skoro się obudziła to powinna porozmawiać z psychologiem. Podziękowaliśmy mu i spytaliśmy się czy możemy do niej wejść. Odpowiedział, że tylko ja mogę, bo chciała się ze mną widzieć. Poszłam do niej i usiadłam koło niej.
- Hej jak się czujesz?
- Hej. Bywało lepiej.
- Możesz mi powiedzieć dlaczego to zrobiłaś?
- Ja go kocham, a on się bawi moimi uczuciami. Nie wytrzymałam tego. Jeszcze jego macanie w kinie. To dal mnie było za dużo.
- Wszystko będzie dobrze. Lekarz powiedział, że za kilka dni powinnaś wyjść, ale dopiero wtedy, gdy porozmawiasz z psychologiem.
- Jak mus to mus, ale mu powiem, że nie wiedziałam dlaczego to zrobiłam i więcej tego nie zrobię, a prawdziwą przyczynę tylko ty będziesz wiedzieć. I nikomu ani słowa. rozumiesz?
- Tak i obiecuje, że nikomu o tym nie powiem. A teraz muszę już iść. Do zobaczenia.
- PA.
Pożegnałyśmy się, a ja poszłam do domu i myślałam cały czas o tym, co mi Ola powiedziała. To nie tak miało być. Wszystko przez niego. Jutro muszę z nią porozmawiać.



Trochę ciężko mi się to pisało, a wszystko przez tę przeklętą szkołę. Ale cóż mam nadzieję, ze mi wyszło. Pozdrawiam.
  • awatar Primrose♥: O boże!!! :O
  • awatar ✝ ѕateenkaari ♥: - Too kiedy idziecie do kina? - W tę sobotę na "Gwiazd naszych wina" Piękny rym <3 Świetnie piszesz. Dobrze, że Ola przeżyła... Nie warto przez takiego chama się zabijać. :(
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Na drugi dzień wstałyśmy i ogarnęłyśmy się. Przy jedzeniu (parówek z patelni, bułek z masłem) zadzwonił telefon. To był znowu Bartek. Chciał się dzisiaj spotkac. Podał propozycję, żebyśmy spotkali się tam, gdzie wczoraj. Ola nie wiedziała co na to odpowiedziec. Powiedziała, że zadzwoni mu jak się namyśli, ale ja wiem, że chce się spotkac. Spytała się mnie
- Co zrobimy z tym fantem?
- Nie wiem, ale wiem jedno - chcesz się z nim spotkac, bo widac to po tobie.
- W takim razie spotkajmy się z nim. Będę mogła znów patrzec na te jego brązowe oczy.
Ona jest niemożliwa. Wiedziałam, że kocha brązowe oczy, ale że aż tak to nigdy w życiu. Po jedzeniu daliśmy im odpowiedź, że o 13.30 spotkamy się tam gdzie wczoraj. Miałyśmy na przygotowanie się 3 godziny. To było mało jak na nas, ale stwierdziłyśmy, że chyba się wyrobimy, a jak nie to chwile na nas poczekają. Mężczyzna w końcu powinem czekac za swoją ukochaną. TAK CZY NIE? No pewnie, że TAK. Na nasze szczęście zdążyłyśmy, ale i tak narzekali, że za późno przyszłyśmy. Czy każdy facet, ale tak dosłowny każdy musi narzekac kiedy się spóźnimy? Przecież nie założysz byle jakiej spódniczki lub sukienki, by go zachwycic. Bartek nie mógł oczu odwrócic od Olki. I dobrze. Jej spódniczka była ładna, czarna, sięgająca jej do połowy ud, czyli jakby taka miniówka. Inni też nie mogli odwrócic od niej wzroku. Arek wziął mnie na bok i spytał się
- Po co założyła spódniczkę?
- Bo jej tak doradziłam?
Rany! Jaki on niekumaty. Kobieta powinna pięknie wyglądac przy chłopakach, a zwłaszcza przy jednemu. Powinien o tym wiedziec.
- A tak na serio Klara. Po co?
- By się Bartku spodobac. Widac, że on jej się spodobał. Porozmawiaj z nim i dowiedz się czy ona jemu też. Jak tak to pobawimy się w swatki i zeswatamy ich ze sobą.
Kocham kiedy jestem mądra i wymyślam mądry plan. Najbardziej lubię bawic się w swatkę. Przyznam szczerze, że na swoim koncie mam już z 3 związki wyswatane przeze mnie. ACH! Jestem genialna.
- Dobra. To co robimy najpierw?
- Najpierw to ty musisz się dowiedziec, czy ona mu się podoba. Jak tak to aranżujemy spotkanie.
- Aha . Okej. Spoko.
Mam nadzieję, że Arek o tym nie zapomni. Jakby co, to mu przypomnę.
- Dobra ja muszę już leciec.
- Ejj nooo. Klara już? Przecież niedawno co przyszliśmy, a mówiąc niedawno mam na myśli 5 minut temu.
- Ja mówiłam mamie, że przyjdę popołudniu, a ty możesz zostac.
- No dobra. PA!
Pożegnałam się ze wszstkimi i wróciłam do domu. Tylko przekroczyłam próg i od razu SMS. Od kogo mógł byc? Oczywiście, że od Oli. Mówiła, że będzie ją codziennie budzic do szkoły i w ogóle ma z nim bardzo dobry kontakt. W sumie to już jest z górki. Nie musi się już pyta jego, czy ona mu się podoba. Mam odpowiedź. Po wykąpaniu i uszykowaniu do szkoły (mam na myśli uszykowaniu w sensie spakowaniu i nieuczeniu się) zadzwoniła na skype Ola. Porozmawiałyśmy jeszcze z jakieś 2 godziny po czym poszłam spac o 23. Coś czuję, że nie wstanę jutro do szkoły.
 

 
Mam na imię Klara. Mam 16 lat i moje życie się stale zmienia, ale nie tak jak mojej
przyjaciółce - zmarłej przyjaciółce. Miął na imię Ola. Była piękną dziewczyną, która mogła mieć każdego chłopaka. Pamiętam do teraz. Każdy się za nią uganiał, by się z nim umówiła. Zakochała się i powiedziała mi, ze prawdziwa miłość istnieje - szczera, uczuciowa i pełna szczęścia. Teraz, gdy tak siedzę na tym cmentarzu... nad jej grobem... i wspominam piękne czasy sprzed 2 miesięcy... Już nie jest tak samo jak było. Bez niej Świat wydaje się inny. Wszystko zaczęło się od jednego niewinnego spotkania...

2 MIESIĄCE WCZEŚNIEJ

- To gdzie mamy się z nim spotkać? - spytałam się Olki
- Mówił, ze pod szkołą, ale teraz pisze, ze w parku.
- No to idziemy do parku.
Cała droga minęła nam na rozmawianiu, śmianiu się i śpiewaniu. Ci, co nas mijali, myśleli pewnie, ze my jakieś nienormalne jesteśmy. Ale cóż. Przy sobie zawsze takie byłyśmy. Nie musiałyśmy przy sobie być kim nie jesteśmy na co dzień. Codziennie w szkole jesteśmy spokojne i nie odbija nam, ze tak mogę powiedzieć, ale jak tylko się spotykamy od razu zaczynamy się wygłupiać. Gdy doszłyśmy do parku czekał na ans masz kolega Arek.
- Hej dziewczyny. Chcę was komuś przedstawić.
- Hej. Komu? - odpowiedziałyśmy chórem ja i Ola
- Aaa wszystko w swoim czasie. Chodźcie.
Jego koledzy czekali na nas przy swoich samochodach. Niektórzy przyznam byli ładni.
- To jest Rafał - wskazał na chłopaka przy ciemnozielonym BMW
- To Bartek - wskazał na wysokiego bruneta, opartego o czarne AUDI. Obok niego leżały kule lub inaczej stały kule.
- A to Łukasz, który...eee... leje w krzakach?
Popatrzałyśmy się na niego. Zresztą nie tylko my, ale tez i jego koledzy z klasy. Wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Tamten jak przyszedł nie wiedział o co nam chodzi. Pomyślał pewnie, ze jesteśmy jacyś stuknięci? nienormalni? i w psychiatryku powinni by nas zamknąć. Całą trójka gapiła się na nas, nawet Arkadiusz. Mówili do nas ile mamy lat? gdzie chodzimy do szkoły? itp. ale my ich perfidnie olewałyśmy. Jeden z nich, to był chyba Bartek patrzył się na Olkę. Wysoki brunet i nieziemsko pięknych, brązowych oczach. Ten jego samochód - czarne AUDI. Chciał zaciągnąć ją do... NIE! Nie to o czym macie na myśli. Jeśli nie mieliście to UFF dobrze; ale mu coś nie wychodziło. Po 5 minutach stania z nimi znudziło nam się i postanowiłyśmy, że pójdziemy na hot dogi, czyli na gorące psy do "grubego". Jak tak pomyślałyśmy tak zrobiłyśmy. Gdy byłyśmy już w domu, zaczęliśmy oglądać film Wkręceni. Nagle zadzwonił telefon w środku filmu. Ola go odebrała, mimo że nie znała numeru. Okazało się, ze to był Bartek. Dostał numer od Arka, prosząc, wręcz błagając o jej numer. Dał mu, bo nie wytrzymał jego jęków. Spytał się, czy spotka się z nim,a ona mu odpowiedziała
- Nie wiem, a tak w ogóle to po co niby mamy się spotkać?
- Aby się poznać lepiej... bliżej... Spodobałaś mi się.
Ja i Olka zrobiłyśmy wielkie oczy, po czym pożegnałyśmy się i rozłączyłyśmy. Następnie się mnie spytała
- Co o tym sądzisz?
- Ale, ze o nim... Hmm... Całkiem całkiem. Widziałam jak się gapił cały czas na ciebie. Ma brązowe oczy i jest przesłodki.
- Nie o to mi chodzi głupia. O spotkanie mi chodzi. Ale naprawdę przyznasz, że gapił się na mnie?
- Widać było. Serio! Uwierz mi!
Po tej rozmowie postanowiłyśmy, ze dokończymy film, ale była jakaś nieobecna na nim. Pewnie myślała o BARTKU. Hmmm... ciekawe ciekawe, ale to był dopiero początek.


Co o TYM sądzicie? Fajne? To moje takie pierwsze opowiadanie. Ciekawe czy wam się spodoba. Tu jest link do mojego innego bloga. ZAPRASZAM! http://lovet--forever.blog.pl/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›